Procesor, subprocesor – dlaczego powinienem ich znać?
25 czerwca, 2025
Jak nie złamać prawa w sieci?
30 lipca, 2025Dziś coś innego niż zwykle, czyli opowiem wam o sprawie którą ostatnio wygrałem (i już słyszę to wasze – a to nowość …). Ale w tej sprawie pojawi się wątek prawnika przez którego ktoś przegrywa sprawę. Innymi słowy dziś bez samo zachwytu nad zawodem i kolegami po fachu, a opowiem wam o tym ile mogą kosztować ich błędy, na dwóch przykładach.
Zacznijmy od sprawy nowszej. Popstrykałem się z klientem, zlecił mi sprawę, ja uznałem że nie mamy szans tego wygrać i nie chciałem jej robić na takich zasadach, jak poprzednie. Ostatecznie się zgodziłem, ale poinformowałem go, że od lat próbujemy odzyskać te pieniądze, on ma tylko faktury, nie ma żadnego potwierdzenia wykonania usługi, ani żadnej umowy, a druga strona od lat przeczy żeby usługa była wykonana. My nie mamy żadnego dowodu, żeby to potwierdzić, więc w zasadzie przegrana sprawa. Ale pozew wniosłem, podzieliłem go na dwie osobne sprawy (w jednej nie mieliśmy szans, a w drugiej zupełnie nie mieliśmy szans). I …. Wygrałem. A dlaczego? Przez pełnomocnika pozwanego. Ten od 3 lat na każde wezwanie, czy w sprzeciwie w postępowaniu elektronicznym odpowiadał, że mój klient nigdy nie świadczył usług z faktur. A w odpowiedzi na pozew zmienił zdanie, napisał, że usługi były świadczone, a jego klient za nie zapłacił, ale nie ma potwierdzenia 🙂 Chyba nie należy się dziwić, że w takiej sytuacji i on i jego klient byli mało wiarygodni dla sądu. I teraz – gdyby pełnomocnik się nie odzywał jego klient by wygrał, pełnomocnik był więc koniem trojańskim.
Druga sprawa starsza o kilka lat, z początków mojej kariery, ale jeszcze ciekawsze. Mojego Klienta pozwał podwykonawca, otrzymał zabezpieczenie, zajął mu cały majątek firmowy, z dnia na dzień firma nie miała jak funkcjonować (konta zajęte, nie ma czym płacić, komornik u kontrahentów). Co ciekawe sprawa pewnie toczyłaby się kilka lat, a w tym czasie zabezpieczenie by obowiązywało, a więc możliwe, że firma klienta nie dotrwałaby do wyroku, bez względu na to czy byłby dla niej korzystny czy nie. Ale tutaj znowu pojawia się koń trojański – pełnomocnik powoda (nota bene bardzo znany prawnik, chwalący się bardzo znanymi klientami, udziałem w pracach kodyfikacyjnych, etc.). Jak się okazało na fakturach jego klienta była wzmianka o faktoringu na rzecz banku, co oznaczałoby, że nawet gdyby dług istniał, to nie on byłby wierzycielem. Podnieśliśmy to i sąd miał prowadzić całe postępowanie dowodowe, na ta okoliczność i inne – minimum 3 lata. Podjęliśmy działania w banku, który przekazał nam, ze mieli z powodem umowę, ale była niejasna i po tym czasie to on jest znowu wierzycielem. I co zrobił pełnomocnik powoda – napisał do banku pismo w którym stwierdził, że mają sprawę sądowa, ale okazało się, że w sumie to ta wierzytelność została przelana na bank i on bardzo prosi o szybki przelew zwrotny, żeby nie przegrać sprawy. I teraz najlepsze – pomylił koperty i to pismo do banku wysłał do sądu, a do banku wysłał pismo które miał wysłać do sądu. Dowiedział się o tym na pierwszej rozprawie, gdzie sąd stwierdził, że jednak nie będzie prowadził żadnego postępowania dowodowego, skoro pełnomocnik powoda przyznał, że nie mają wierzytelności, oddala powództwo, co spowodowało też upadek zabezpieczenia. Firma Klienta została uratowana.
A teraz coś do miłośników mitologii – tak wiem, że koń trojański to tylko nośnik i powinienem nazywać tych pełnomocników grekami w koniu trojańskim, ale skala ich pomyłek to nie skala pojedynczego małego greka, a skala całego olbrzymiego konia 🙂




